stat4u
„ANTYSYSTEMOWCY” W UNII I POLSCE - Quick.Cms - szybki i prosty system zarządzania treścią

„ANTYSYSTEMOWCY” W UNII I POLSCE

Aktualności » „ANTYSYSTEMOWCY” W UNII I POLSCE

Data:14.05.2015 (ost. aktualizacja 14.05.2015 14:45)
  • Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący PE
    Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący PE

O greckiej Syrizie napisano ostatnio tak dużo, że ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że ci „antysystemowcy” odcinający się zarówno od centroprawicowej Nowej Demokracji, jak i socjalistycznego PASOKU, ale też zrywający z komuchami starego typu z greckiej partii komunistycznej – z której się przecież w dużej mierze wywodzili -  stali się w końcu nie tylko częścią establishmentu, ale wręcz utworzyli rząd, skądinąd z inną „antysystemową” partią „Niezależnych Greków”, która jest też eurosceptyczna jak Syriza (z tą różnicą, że prawicowa). Jak widać „antysystemowość” to ubranie, które można nawet długo nosić, ale wcześniej czy później odkłada się je do szafy, aby włożyć salonowy smoking.

Od sauny do MSZ?

Ciekawe co stanie się z hiszpańskim Podemos („Możemy”)? Partią też – podobnie jak w przypadku europosła Bove ‒ założoną przez europosła, tyle że Pablo Iglesiasa, skądinąd przed rokiem kandydata na przewodniczącego PE (przegrał z kretesem). Zwłaszcza, gdy wygra wybory do Kortezów? Przecież nie odrzuci możliwości przejęcia władzy w Madrycie...

Z Grecji przenieśmy się na drugi kraniec Europy, do kraju, który inaczej niż Hellada potrafił wykorzystać (chyba najlepiej po Niemczech) swój pobyt w strefie euro. Mowa o Finlandii. Tamtejsza partia „Prawdziwych Finów”, dziś już ze zmienioną na bardziej politycznie poprawną nazwą „Partia Finów”, była głosem protestu przeciwko fińskiemu establishmentowi, starając się jednocześnie być ugrupowaniem narodowo-konserwatywnym i eurosceptycznym, ale też prosocjalnym i opowiadającym się za wspieraniem produkcji państwowej. Kiedyś dostawali w wyborach 1-2%, ale w 2011 roku byli już na podium: trzecie miejsce (19% głosów i 39 mandatów). Partia Timo Soiniego zachowała się wtedy, jako bodaj jedyna partia „antysystemowa” w Europie, tak jak na ugrupowanie antyestablishmentowe przystało i... odmówiła wejścia do rządu. Raczej do czasu, bo gdy w tegorocznych kwietniowych wyborach niemal utrzymała stan posiadania (niecałe 18% i 38 mandatów) jest już pewniakiem, gdy chodzi o udział w koalicji rządowej, a jej lider tylko grymasi, że nie chce, ale teki ministra finansów, bo woli... resort spraw zagranicznych! Skądinąd to jedyna partia „antysystemowa” w Europie, którą powołano – jakże to fińskie! - w … saunie. Po 20 latach złagodnieli na tyle, że pewnie będą współtworzyli rząd. Ich akurat poznałem dobrze, bo są z nami w jednej frakcji – Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, a jej lidera miałem okazję pierwszy raz spotkać na corocznym zjeździe brytyjskich Torysów w Manchesterze w 2013 roku (skądinąd świetny mówca). Ten mój rówieśnik Timo Soini to, co rzadkość w jego ojczyźnie, katolik. Jedno co mnie w tym „antysystemowcu” denerwuje, to – tak, tak,  u „antyestablismentowców” to prawdziwa epidemia ‒ jego zbyt pobłażliwy stosunek do Moskwy: „Rosji trzeba ciągle patrzeć na ręce. Ale nie ma sensu traktować jej jak odwiecznego wroga. Zawsze będzie naszym sąsiadem, musimy się jakoś z nią dogadywać.” Hmmm, jak u Kukiza w Polsce.